Święto Herbaty Cieszyn 2026 – nasza relacja z festiwalu herbaty
Share
Święto Herbaty w Cieszynie 2026 – pojechaliśmy z ciekawości.
To był nasz pierwszy festiwal herbaciany. Jechaliśmy do Cieszyna przede wszystkim z ciekawością. Program Święta Herbaty znaliśmy, kilka wydarzeń zaznaczyliśmy wcześniej, ale tak naprawdę nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Jaki będzie klimat? Kogo spotkamy? Jak wygląda festiwal, na którym przez dwa dni wszystko kręci się wokół herbaty?

Nic szczególnego nie zakładaliśmy. Chcieliśmy zobaczyć, posłuchać, spróbować. Może znaleźć trochę inspiracji. I właśnie to ostatnie zdecydowanie się udało.
Ludzie, dla których herbata jest czymś więcej
Prowadzimy herbaciarnię od wielu lat, dlatego siłą rzeczy patrzymy na herbatę od strony sklepu. Szukamy dobrych produktów, wybieramy je dla naszych klientów, zastanawiamy się, co wprowadzić do oferty, jak opowiedzieć o herbacie i jak ją dobrze zaparzyć.
W Cieszynie zobaczyliśmy trochę inny świat.
Spotkaliśmy koneserów, zapaleńców i herbacianych ekscentryków, którzy potrafią przemierzać świat w poszukiwaniu konkretnych ogrodów, starych drzew czy smaków. Ludzi, którzy poświęcają herbacie ogromną część swojego życia. Niekoniecznie dlatego, że jest to ich biznes.

Po prostu chcą wiedzieć więcej. Spróbować czegoś, czego jeszcze nie próbowali. Dotknąć kolejnego fragmentu ogromnego świata herbaty. I właśnie ci ludzie okazali się dla nas największym odkryciem tego festiwalu.
Matcha: kilka sekund, które robi różnicę
Jednym z najmocniejszych punktów Festiwalu Herbaty był dla nas wykład „Spotkanie z japońskim farmerem z Nishio”, który poprowadził Seigo Kondo z Japonii. Nishio jest jednym z najważniejszych japońskich regionów związanych z produkcją tenchy – herbaty, z której później powstaje matcha.
O matchy wiemy dużo, sami regularnie ją pijamy, wyszukujemy najlepsze oryginalne japońskie produkty dla naszych klientów. Ale czym innym jest znać produkt, a czym innym słuchać człowieka, który od lat zajmuje się jego produkcją i pokazuje, jak niewiarygodnej dokładności wymaga cały proces.

Seigo Kondo pokazał nam cały proces produkcji tenchy na jego plantacji i w jego fabryce. Uzmysłowił nam, że przygotowanie dobrej jakości produktu wymaga niezwykłej ilości pracy, precyzji i ponadprzeciętnego skupienia na procesie. Przy parowaniu liści liczą się sekundy. Dosłownie. Zmiana czasu o kilka sekund może już wpłynąć na efekt.
Potem mielenie. Tradycyjne żarna pracują powoli – około 200 gram matchy na godzinę. Tylko dwieście gram na godzinę pracy młynu!

Kiedy później patrzy się na niewielkie opakowanie dobrej japońskiej matchy, zaczyna się trochę inaczej rozumieć jej cenę. Za zielonym proszkiem stoi precyzja, doświadczenie, mnóstwo pracy i perfekcjonizm doprowadzony do poziomu, który nam, Europejczykom, czasem trudno sobie wyobrazić.
Sheng puery – zupełnie inny wymiar herbaty
Drugim wielkim odkryciem były warsztaty „Różne oblicza Sheng Puerów” prowadzone przez Łukasza Ślazyka. Łukasz dwukrotnie podróżował do Xishuangbanny w południowym Yunnanie, poznając tamtejsze góry herbaciane, stare drzewa i puery u samego źródła. W Cieszynie pokazywał, jak niesamowicie różnorodny może być świat młodych shengów.
I rzeczywiście był. Od bezkompromisowej goryczy herbaty The Bitter End, której nazwa okazuje się całkiem uczciwą zapowiedzią tego, co za chwilę znajdzie się w czarce, po znacznie bardziej subtelne i wykwintne sheng puery.

Tutaj zaczyna się już świat herbat, których czasami nie wystarczy po prostu chcieć kupić. Trzeba wiedzieć, gdzie ich szukać. Mieć odpowiednie kontakty. Czasem trochę szczęścia. A jeśli już uda się je zdobyć, za niewielkie 10 gramów można zapłacić kilkadziesiąt lub kilkaset dolarów.
Czy każdy miłośnik herbaty musi wchodzić w herbatę aż tak głęboko? Oczywiście, że nie. Ale fascynujące jest samo odkrycie, jak głęboko można wejść w świat herbaty. I czujemy, że z Łukaszem Ślazykiem jeszcze się spotkamy. To jedna z tych osób, przy których bardzo szybko orientujesz się, że możesz zadawać kolejne pytanie, potem następne… i za każdym razem otwierają się kolejne drzwi.
Tie Guan Yin i poziom szczegółowości, którego jeszcze się uczymy
Podobne wrażenie zrobił na nas wykład „Ojczyzna i kultura Tie Guan Yin” Roberta Tomczyka „Sayamy”.
Tie Guan Yin to jedna z najbardziej rozpoznawalnych chińskich herbat oolong. Robert Tomczyk pokazał jednak jej świat od strony miejsca pochodzenia – regionu Anxi w prowincji Fujian – historii, kultury, sposobów produkcji i ludzi, którzy ją tworzą i legend które stoją za jej plecami. I po raz kolejny okazało się, że za nazwą herbaty, którą możemy napisać na etykiecie w dwóch słowach, kryje się cały wszechświat.

Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem determinacji ludzi, których spotkaliśmy w Cieszynie. Ale także ich szczegółowości. Tego poziomu rozróżniania niuansów, który dla nas jest jeszcze niedostępny – i właśnie dlatego tak ciekawy.
Gruzja znowu nas znalazła
Na festiwalu spotkaliśmy również starego znajomego – Petra Siča, czyli Sičaj.
Jeszcze niedawno byliśmy u niego w Gruzji, zbieraliśmy liście w jego ogrodzie i własnymi rękami próbowaliśmy robić z nich herbatę. Teraz spotkaliśmy się ponownie, tym razem w Cieszynie. Usiedliśmy przy herbacie, porozmawialiśmy i oczywiście przypomnieliśmy Petrowi, że nadal czekamy na wspólną Sri Lankę.

Petr był zresztą również jednym z prowadzących festiwal – jako producent herbaty z własnego ogrodu w Gruzji opowiadał między innymi o samodzielnym tworzeniu herbat.
A z Cieszyna do Kołobrzegu przyjechała z nami kolejna gruzińska herbata Sičaj. Tym razem w wersji prasowanej.

Przywieźliśmy też… herbatę do jedzenia
Oczywiście wróciliśmy z herbatami. Nie mogło być inaczej. Oprócz gruzińskiej herbaty Petra przywieźliśmy między innymi ciekawostkę – kiszone liście herbaty przeznaczone do jedzenia, w rodzaju herbacianej sałatki.
Jeszcze jej nawet nie spróbowaliśmy. I chyba właśnie dobrze. Festiwal się skończył, ale kilka odkryć nadal czeka na swoją kolej.
Co z Cieszyna trafi do naszej herbaciarni?
Najważniejsze rzeczy, które przywozi się z takich wyjazdów, nie zawsze mieszczą się jednak w torbie. Jednym z pomysłów, który wrócił z nami do Kołobrzegu, jest rozwinięcie sposobu degustowania herbaty w naszej herbaciarni.
Dotychczas podawaliśmy herbatę przede wszystkim w sposób europejski – czajniczek, filiżanka, spokojne parzenie. Teraz sami uczymy się coraz więcej o wschodnich sposobach parzenia. Chcemy pójść krok dalej i wprowadzić do herbaciarni możliwość samodzielnego spróbowania gongfu cha – parzenia dużej ilości liści w niewielkim naczyniu, wielokrotnie, krótkimi zalaniami.

Nie jako zamkniętej ceremonii dla wtajemniczonych. Wręcz przeciwnie. Chcemy, żeby można było przyjść do nas, usiąść przy herbacie i po prostu tego spróbować. Bez konieczności bycia znawcą.
Trochę Indie, trochę hippisi, trochę sztuki i bardzo dużo herbaty
A sam festiwal?
Najłatwiej chyba opisać go obrazami. Drzewa. Namioty. Czarki. Ceramika. Muzyka. Sandały. Dredy. Ludzie siedzący przy herbacie, którzy najwyraźniej nigdzie nie muszą za chwilę biec. Trochę klimat indyjski. Trochę hippisowski. Dużo sztuki, rozmów i spokoju. Ktoś właśnie zaczyna kolejne parzenie. Ktoś obok sprzedaje ceramikę. Kilkanaście metrów dalej trwa wykład albo warsztat w terenie. W innym miejscu muzyka. Potem człowiek przysiada przy kolejnym stole i nagle pół godziny gdzieś znika.

Program festiwalu rzeczywiście łączył degustacje i wykłady herbaciane z ceramiką, muzyką, warsztatami i bardziej kontemplacyjnymi wydarzeniami.
Herbata zwalnia czas.
I chyba cały cieszyński festiwal działał dokładnie tak samo.
Po co jechać na Święto Herbaty?
Poobcować z herbatą.
Nie taką zwykłą.
Tą niezwykłą.
Zobaczyć, jak wiele może kryć się w kilku gramach wysuszonych liści. Posłuchać ludzi, którzy potrafili poświęcić lata na poznawanie jednego regionu, jednego rodzaju herbaty albo jednego fragmentu jej produkcji. Spróbować rzeczy, których normalnie być może nigdy nie mielibyśmy okazji spróbować. I wrócić z pytaniami, których przed wyjazdem jeszcze się nie miało. To chyba najlepszy wyznacznik dobrze spędzonego czasu.
Kilka dni minęło, a zamiast poczucia „fajnie, byliśmy, zobaczyliśmy” zostało nam coś zupełnie innego: ochota na następne herbaciane doświadczenia. Teraz kierunek to Poznań i festiwal Zaparzaj. Tym razem przeglądamy program już zupełnie inaczej. Zaznaczamy warsztaty i wykłady, na których naprawdę chcemy być u ludzi których już pozanliśmy.
Bo po Cieszynie wiemy już, czego można się spodziewać. A właściwie… wiemy, że najlepiej nie spodziewać się wszystkiego.