Petr Sič — człowiek, który zherbacił własne nazwisko

Petr Sič — człowiek, który zherbacił własne nazwisko

W lipcu 2026 roku Łukasz i Alicja, właściciele Galerii Five O’Clock w Kołobrzegu, pojechali do gruzińskiej Gurii, aby własnoręcznie zbierać i produkować herbatę. Ich przewodnikiem był Petr Sič — czeski herbaciarz, organizator wyjazdu i twórca sicaj.cz, który prowadzi w Gruzji ogród herbaciany przeznaczony do nauki, eksperymentów i dzielenia się wiedzą. Ta opowieść pokazuje, kim jest Petr, dlaczego herbata stała się jego sposobem na życie i jak wygląda spotkanie z człowiekiem, który naprawdę „zherbacił” własne nazwisko.

Posłuchaj

Na lotnisku szukaliśmy człowieka z kartką.

Tak zwykle zaczynają się zorganizowane wyjazdy: wychodzisz z terminala, rozglądasz się po tłumie i wypatrujesz swojego nazwiska. Wokół rzeczywiście stało wielu kierowców, przewodników i gospodarzy. Każdy trzymał jakąś tabliczkę.

Naszej nie było.

Lotniski w Gruzji

Przez chwilę zaczęliśmy się zastanawiać, czy coś pomyliliśmy. Może wyszliśmy nie tym wyjściem. Może Petr czeka w innej części terminala. Może samolot przyleciał wcześniej, niż się spodziewał.

I wtedy zobaczyliśmy go gdzieś dalej.

Drobny, szczupły, brodaty mężczyzna w zielnym kapeluszu i znoszonych butach. Uśmiechnięty, trochę zatroskany i zupełnie niepodobny do człowieka, który miałby stać z oficjalną kartką i elegancko reprezentować organizatora wyjazdu.

Ale nie było żadnych wątpliwości. To musiał być Petr.

Wyglądał jak człowiek, który nie tylko zajmuje się herbatą, lecz w jakiś sposób sam stał się jej częścią.

Nie miał kartki, ale miał czajniczek

Petr Sič jest twórcą sicaj.cz, herbaciarzem, podróżnikiem i człowiekiem o wiedzy, której nie zdobywa się wyłącznie z książek.

Nawet własne nazwisko zdołał „zherbacić”. Sič stał się Sicajem.

Już na początku było jasne, że herbata nie jest dla niego kategorią zawodową ani wygodnym elementem wizerunku. To nie była pasja dopisywana do życiorysu. Herbata była sposobem poruszania się po świecie, poznawania ludzi i budowania relacji.

Petr niemal nie rozstawał się z czajniczkiem i czarkami.

Gdziekolwiek jechaliśmy, herbata jechała z nami. Do restauracji, na plantację, do manufaktury, w góry i na plażę. Jeśli tylko pojawiała się przestrzeń, by zagotować wodę i na chwilę usiąść, Petr zaczynał parzyć.

Jego maksyma brzmiała:

Spread tea everywhere you go. Let no one ever come to you and leave without a piece of tea.

Rozsiewaj herbatę wszędzie, dokąd idziesz. Nie pozwól, żeby ktokolwiek przyszedł do Ciebie i odszedł bez choćby kawałka herbaty.

Rozsiewaj herbatę wszędzie, dokąd idziesz

Nie był to slogan wymyślony na potrzeby strony internetowej. Petr naprawdę według niego żył.

Człowiek wyluzowany i niepokojąco odpowiedzialny

Pierwsze wrażenie mogło być mylące.

Podarta koszulka, stare buty, brak kartki na lotnisku i ogólna swoboda sugerowały człowieka, który raczej podąża za chwilą, niż cokolwiek dokładnie organizuje.

Tymczasem Petr okazał się jedną z najbardziej odpowiedzialnych osób, jakie można spotkać w podróży.

Dbał o nas jak o powierzony mu skarb.

Peter Sic

Pilnował, żebyśmy jedli, pili, odpoczywali i każdego dnia poznawali coś nowego. Zabierał nas do kolejnych restauracji, wyszukiwał różne lokalne dania i dbał, żeby Gruzja nie ograniczyła się dla nas do jednej kuchni, jednej plantacji i jednego sposobu patrzenia.

Nie chodziło jednak o klasyczne „all inclusive”, w którym ktoś prowadzi turystów od atrakcji do atrakcji.

Petr organizował raczej Gruzję doświadczalną.

Zamiast odhaczać miejsca, zanurzaliśmy się w nich. Jedliśmy tam, gdzie sam lubił jeść. Piliśmy herbatę w miejscach, w których sam chciałby ją wypić. Spotykaliśmy ludzi, z którymi łączyła go prawdziwa relacja.

Za pozornym chaosem krył się więc bardzo wyraźny porządek. Nie był to porządek harmonogramu rozpisanego co do minuty. Był to porządek gospodarza, który wie, co chce pokazać, ale zostawia przestrzeń, żeby rzeczy mogły wydarzyć się po swojemu.

Jakim trzeba być zapaleńcem, żeby kupić ogród herbaciany?

Najbardziej niezwykłe było to, że Petr kupił w Gruzji własny ogród herbaciany.

Nie po to, żeby budować przemysłową plantację i produkować tysiące kilogramów herbaty. Nie po to, żeby maksymalizować wydajność, automatyzować proces i sprzedawać surowiec na dużą skalę.

Kupił ogród przede wszystkim po to, żeby dzielić się pasją.

Ogród herbaciany w Gruzji

To miejsce było bardziej przestrzenią nauki niż produkcji. Można było wejść między krzewy, zobaczyć, jak wygląda młody pęd, nauczyć się zbierać właściwe liście, popełniać błędy i później sprawdzać, jak te błędy wpływają na smak.

Właśnie po to tam przyjechaliśmy.

Chcieliśmy poznać herbatę nie jako gotowy produkt, który trafia do naszej herbaciarni w worku lub puszce. Chcieliśmy zobaczyć ją wcześniej — jako roślinę, która rośnie nierówno, reaguje na pogodę, ma delikatne pączki i wymaga dziesiątek decyzji, zanim stanie się naparem.

Petr stworzył miejsce, w którym można było przejść tę drogę własnymi rękami.

Ogród, który nie udawał plantacji przemysłowej

Ogród Petera nie był sterylny ani podporządkowany turystycznej estetyce.

Między krzewami herbacianymi rosły inne rośliny. Część miała ostre, kłujące pędy, które raniły nogi. Ziemia była wilgotna, pogoda zmienna, a ścieżki nie zawsze wyraźne.

To nie było miejsce, które mówiło: „spójrzcie, jak pięknie wygląda herbata”.

Mówiło raczej:

„Wejdźcie i zobaczcie, jak naprawdę rośnie”.

Ogród herbaciany w Gruzji

Same młode pędy herbaty były zaskakująco miękkie. Delikatne jak świeża sałata. Przyjemne w dotyku do tego stopnia, że trudno było uwierzyć, jak wyraziste napary mogą później z nich powstać.

Codziennie spędzaliśmy około godziny na zbiorze. Pączek i dwa, czasem trzy najmłodsze liście. Niewielki koszyk. Powtarzalny ruch dłoni.

Petr nie próbował przyspieszać tej pracy.

Nie zamieniał jej w zawody ani nie oceniał nas wyłącznie po liczbie zebranych liści. Ważniejsze było patrzenie, rozpoznawanie i uczenie się rośliny.

Zbieranie zaczynało przypominać medytację.

Godzina dla siebie i dla liści.

Petr buduje altanę

Kiedy my codziennie zbieraliśmy herbatę, Petr pracował również przy swojej herbacianej altanie. Budował ją już od wielu miesięcy. Nie była to konstrukcja powstająca błyskawicznie z gotowych elementów. Petr ręcznie docinał deski i układał podłogę. Wiele rzeczy robił sam, powoli, w tempie, które nie miało wiele wspólnego z europejską presją terminów.

Altana rosła tak, jak rośnie ogród. Bez spektakularnego momentu ukończenia. Fragment po fragmencie. Podczas naszego pobytu akurat powstawała podłoga. Patrzyliśmy, jak Petr dopasowuje kolejne deski, podczas gdy my zajmowaliśmy się liśćmi. Dwa procesy toczyły się równolegle.

My próbowaliśmy przeprowadzić herbatę od krzewu do czarki. Petr tworzył miejsce, w którym kiedyś będzie można spokojnie tę herbatę wypić.

Ostatniego dnia dostąpiliśmy zaszczytu wejścia do altany. Wciąż nie była skończona. Brakowało wielu elementów, ale miała już podłogę. A skoro pojawiła się podłoga, Petr ogłosił, że od tej chwili jest to strefa bez butów. Zdjęliśmy więc obuwie, weszliśmy do środka i usiedliśmy przy herbacie.

Altana nie była gotowa. Ale istniała już przestrzeń, w której można było się zatrzymać.

Samowar, który wyglądał jak parowóz

Petr nie uznawał, że herbata potrzebuje szczególnych okoliczności.

To raczej każda okoliczność mogła stać się odpowiednia dla herbaty. Jednego dnia pojechaliśmy z nim na plażę. Kamienie, Morze Czarne i...  samowar, który po rozpaleniu wyglądał jak niewielki parowóz.

Dym, ogień, woda i czarki na plaży.

 

Samowar był duży, nieporęczny i zapewne z punktu widzenia praktycznego znacznie mniej wygodny niż zwykły termos. Ale wygoda nie była tu najważniejsza.

Chodziło o rytuał.

O to, żeby zebrać ludzi, rozpalić ogień i wspólnie poczekać na wodę. Żeby herbata nie została sprowadzona do szybkiego napoju wypitego w biegu.

Petr naprawdę rozsiewał ją wszędzie, dokąd jechał.

Wiedza, która nie przytłacza

Petr miał ogromną wiedzę o herbacie, ale nie używał jej po to, żeby udowodnić, że wie więcej od innych. To rzadka cecha.

Osoby o dużym doświadczeniu czasem budują wokół swojej dziedziny mur. Tworzą język, który oddziela znawców od początkujących, a każde pytanie zamieniają w okazję do wykładu.

Petr robił coś odwrotnego. Wiedza służyła mu do otwierania drzwi.

Opowiadał szczegółowo o chemii liścia, sposobach produkcji, wpływie temperatury czy różnicach między poszczególnymi procesami. Ale równie łatwo potrafił po prostu nalać komuś herbaty i pozwolić, żeby napar zrobił resztę.

Nie musiał udowadniać, że herbata jest skomplikowana. Wiedział, że najpierw trzeba pozwolić jej być przyjemną. Dopiero później można zacząć zauważać coraz więcej.

Człowiek, który nie sprzedaje samej herbaty

Patrząc na Petra, coraz lepiej rozumieliśmy, że można działać wokół herbaty na bardzo różne sposoby. Można sprzedawać liście. Można prowadzić plantację. Można organizować warsztaty, podróże i degustacje. Ale można też tworzyć przestrzeń, w której ludzie zaczynają patrzeć na herbatę inaczej.

Petr robił właśnie to.

Nie zależało mu wyłącznie na tym, żebyśmy nauczyli się poprawnie zebrać pączek i dwa liście. Chciał, żebyśmy zobaczyli cały świat, który istnieje wokół tego gestu.

Ludzi. Pogodę. Miejsce. Błędy. Czas.

Więdniecie Herbaty

Dlatego pokazywał różne sposoby obróbki. Dlatego parzył herbatę na plaży i budował w ogrodzie altanę, w której można było się napić herbaty, praktycznie prosto z krzaczka.

Wszystkie te rzeczy mówiły to samo: Herbata nie jest wyłącznie napojem. Jest pretekstem, żeby być razem i uważniej zobaczyć świat.

Co przywieźliśmy od Petra do Kołobrzegu

Nie przywieźliśmy jedynie wiedzy technicznej. Oczywiście nauczyliśmy się o zbiorze, więdnięciu, rolowaniu, utlenianiu i suszeniu. Zobaczyliśmy, jak wiele możliwości mieści się w jednym liściu i jak niewielka decyzja może zmienić cały napar.

Ale od Petra przywieźliśmy też coś bardziej podstawowego. Przekonanie, że herbatą trzeba się dzielić. Nie oznacza to, że każda filiżanka musi stać się wykładem. Czasem wystarczy otworzyć puszkę, dać komuś powąchać liście i zaparzyć napar, którego wcześniej nie próbował.

Pozwolić człowiekowi odejść z choćby małym kawałkiem herbaty.

Właśnie to robimy w Galerii Five O’Clock. Sprzedajemy herbatę, ale chcemy również tworzyć przestrzeń, w której można o niej porozmawiać, spróbować czegoś nowego i zobaczyć więcej niż samą nazwę na etykiecie.

Po spotkaniu z Petrem wiemy jeszcze wyraźniej, że wiedza o herbacie nie powinna zamykać jej w świecie ekspertów.

Powinna krążyć. Jak czajniczek przechodzący z rąk do rąk.

Człowiek-herbata

Kiedy dziś myślę o pierwszym spotkaniu na lotnisku, brak kartki wydaje się wręcz właściwy.

Kartka służy do tego, żeby rozpoznać człowieka, którego nigdy wcześniej się nie widziało. Petr jej nie potrzebował. Wystarczyło spojrzeć na drobnego, brodatego mężczyznę w znoszonych butach, stojącego nieco z boku, i od razu było wiadomo, że to musi być on.

Peter Sic

Człowiek, który kupił ogród herbaciany, żeby dzielić się swoją pasją. Człowiek, który buduje altanę deskę po desce. Człowiek, który wozi czajniczek i czarki wszędzie, dokąd jedzie. Człowiek, który zherbacił nawet własne nazwisko.

Petr Sič. Sicaj. Czarodziej herbaty.

Cykl „Herbatyzm w Gruzji”

Ten artykuł to jedna z opowieści z cyklu poświęconego naszej podróży do Gruzji. W innych częściach dowiesz się dokładniej:

  • dlaczego pojechaliśmy poznawać herbatę do Gruzji
  • o codziennym rytuale zbioru i bordowych pędach, które nagle przesłoniły nam całą zieleń;
  • o Aftandilu i herbacie, która „nie była na sprzedaż”;
  • jak z jednej rośliny powstają białe, zielone i czarne herbaty;
  • o pogrzebie partii, której nie udało się uratować;
  • o gruzińskim mirze, samowarze na czarnej plaży i Bakhmaro ponad chmurami.
Czarki herbaty

FAQ:

Kim jest Petr Sič?

Petr Sič jest czeskim herbaciarzem, podróżnikiem i organizatorem warsztatów herbacianych. Prowadzi projekt sicaj.cz oraz ogród herbaciany w gruzińskiej Gurii, w którym uczy zbioru i ręcznej produkcji herbaty.

Dlaczego Petr Sič prowadzi ogród herbaciany w Gruzji?

Ogród nie powstał przede wszystkim jako przemysłowa plantacja. Petr stworzył go jako miejsce spotkań, nauki i eksperymentowania z różnymi metodami produkcji herbaty.

Gdzie znajduje się ogród herbaciany Petra?

Ogród znajduje się w regionie Guria w zachodniej Gruzji, na obszarze o wilgotnym klimacie sprzyjającym uprawie krzewów herbacianych.

Czego można nauczyć się podczas warsztatów w ogrodzie?

Uczestnicy poznają ręczny zbiór młodych pędów, więdnięcie, rolowanie, utlenianie i suszenie liści. Mogą również porównywać różne metody produkcji oraz degustować herbatę na kolejnych etapach jej powstawania.

Co łączy Petra Siča z Galerią Five O’Clock?

Petr był organizatorem i gospodarzem herbacianej podróży Łukasza i Alicji do Gruzji w lipcu 2026 roku. Dzięki niemu właściciele Galerii Five O’Clock mogli pracować w ogrodzie herbacianym i poznać produkcję herbaty od krzewu do gotowego naparu.

Gdzie można poznać dalszy ciąg tej historii?

Artykuł jest częścią cyklu „Herbatyzm w Gruzji”, poświęconego zbiorom, produkcji, ludziom oraz miejscom poznanym podczas podróży do regionu Guria.

Autor: Łukasz Jasiński, współwłaściciel Galerii Five O’Clock w Kołobrzegu
Podróż i doświadczenia: Łukasz i Alicja, lipiec 2026
Organizator i gospodarz warsztatów: Petr Sič, sicaj.cz

Powrót do blogu

Zostaw komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed ich opublikowaniem.