Panna Anna
Panna Anna
Karina Jaźwińska
Technika: Olej na płótnie
Wymiary: 50x100 cm
Rok: 2020
Posłuchaj opowieści o obrazie
Domena pasji i codziennych rytuałów
Atrybuty: rakieta tenisowa, wirujące filiżanki, imbryk u stóp.
Symbolika: Łączenie tradycji z osobistą pasją. Panna Anna pokazuje, że nawet rutynowe czynności, takie jak popołudniowa herbata, można zamienić w sztukę i pełną energii grę na własnych zasadach.
Różowe chmury nad głową panny Anny zwiastują kolejny niezwykle osobliwy podwieczorek. W jej świecie tradycja i pasja zawsze idą w parze. Dlatego gdy tylko wybiła piąta, Anna chwyciła swój najważniejszy element zastawy- ukochaną rakietę tenisową.
Z gracją godną mistrzyni kortów i nienagannymi manierami prawdziwej damy zaserwowała z prędkością, która zawstydziłaby niejednego dżentelmena. Tyle że, zamiast zielonych piłeczek w powietrzu poszybowały porcelanowe filiżanki.
- Lewy as serwisowy… mruknęła przeciągle, precyzyjnie podkręcając lot i posyłając naczynie wprost w stronę niewidzialnego pola.
Filiżanki unosiły się i opadały wokół niej, wirując w rytm kroków na ceglanym korcie. U jej stóp cierpliwie czekał imbryk, gotowy dopełnić ten surrealistyczny rytuał. Dla Anny idealny serwis oznaczał bowiem jedno: doskonale zaparzoną herbatę Earl Grey, podaną w locie, bez uronienia choćby jednej kropli.
Nagle powietrze wypełnił aromat bergamotki. Anna dostrzegła idealną okazję. Jedna z filiżanek uniosła się nieco za wysoko, ale za to dokładnie nad jej głową. To nie był moment na delikatne podkręcenie. Nadszedł czas na bezwzględną, herbacianą dominację.
Anna wyskoczyła w górę, prawą ręką wzięła potężny zamach rakietą, podczas gdy lewa stopa lekko oderwała się od kortu.
- Smecz stulecia! - mogłaby krzyknąć, ale zamiast tego na jej twarzy pojawił się jedynie triumfalny uśmiech.
Rakieta przecięła powietrze. Uderzenie było czyste i precyzyjne. Trafiona w sam środek naciągu filiżanka przemknęła tuż nad ziemią, by z magnetyczną siłą przechwycić strumień wrzątku z czekającego na dole imbryka.
Sekundę później wylądowała na spodku. Herbata parowała, a jej powierzchnia pozostała idealnie gładka.
Punkt i set dla panny Anny.
Mecz zakończył się pełnym sukcesem. Podwieczorek mógł się rozpocząć.
Anna uniosła filiżankę do ust i upiła łyk herbaty. Była doskonała. Pozostała tylko jedna kwestia do rozstrzygnięcia: czy popołudniowa herbatka liczy się jako przerwa w meczu, czy może mecz jest jedynie pretekstem do herbatki?
O artyście
Mieszka i tworzy w Warszawie.
