Szept z porcelany. Co powiedziałaby herbata, gdybyś dał jej dojść do słowa?
Share
Gdyby liście herbaty zamiast parzyć się w milczeniu, mogły przemówić, prawdopodobnie najpierw kazałyby Ci odłożyć telefon. W świecie, który pędzi na kofeinowym dopingu, herbata staje się ostatnim bastionem uważności – milczącym świadkiem Twoich neuroz, który ma Ci do przekazania jedną, bolesną prawdę o tym, jak bardzo przestałeś celebrować chwilę.
Gdybym była mówiącą herbatą, pewnie najpierw musiałabym głośno odchrząknąć, żebyś w ogóle mnie usłyszał w tym swoim codziennym zgiełku. A potem, patrząc na Ciebie znad krawędzi porcelany lub – o zgrozo – papierowego kubka, powiedziałabym tylko jedno: „Zwolnij, bo przegapisz własne życie”.
Jestem jedną z najstarszych towarzyszek ludzkości.
Widziałam cesarzy, którzy dla mojego aromatu potrafili wstrzymać wojny, i poetów, którzy w liściu wirującym w filiżance odnajdywali sens wszechświata. A dzisiaj? Dzisiaj czuję się przy Tobie jak pasażer na bilet gorszej kategorii.
Widzę Cię każdego ranka.
Wpadasz do kuchni jak tornado, wrzucasz torebkę do wrzątku (tak, wiem, że parzysz zieloną herbatę wodą o temperaturze słońca, co jest zbrodnią!), a potem wybiegasz z domu, trzymając mnie w plastikowym termosie. Traktujesz mnie jak paliwo, jak płynny mechanizm do popijania suplementów i stresu. A ja przecież nie jestem kawą. Kawa to krzyk, to kopniak, to turboładowanie. Ja jestem szeptem.
Chciałabym Ci przypomnieć, że pięć minut ze mną to nie jest czas stracony.
To jedyne pięć minut w ciągu dnia, kiedy możesz po prostu być. Patrzeć, jak para unosi się nad filiżanką – to najstarszy serial świata, i to w 4K. Czuć, jak ciepło naczynia przechodzi na Twoje dłonie. To jest moment, w którym Twoje Wi-Fi powinno stracić zasięg, a Twój mózg – zyskać spokój.
Jesteś taki dumny ze swojej wielozadaniowości.
Pijesz mnie, odpisując na maile, przeglądając media społecznościowe i planując przyszłotygodniowe zakupy. A ja? Ja marnieję. Mój smak ucieka, gdy nikt na niego nie czeka.
Gdybym mogła Cię o coś prosić, to o powrót do rytuału. Nie musisz od razu urządzać japońskiej ceremonii w bloku z wielkiej płyty. Wystarczy, że usiądziesz. Wyłączysz powiadomienia. I dasz mi szansę, bym mogła opowiedzieć Ci o słońcu, które ogrzewało moje liście w Yunnan, i o deszczu, który dawał mi pić.
Zrozum: życie to nie jest sprint do pustej filiżanki. Życie to ten czas, kiedy herbata jest jeszcze gorąca, a Ty masz odwagę, by się przy niej zatrzymać. Może więc następnym razem, zamiast pić w biegu, po prostu posłuchasz tego, co ma Ci do powiedzenia Twój napar?
- Ivona Zaczat -