Matcha czy kawa? Dwie różne energie

Matcha czy kawa? Dwie różne energie

 

Posłuchaj

 

Jest poranek.

Miasto dopiero się budzi. Samochody zaczynają płynąć ulicami, telefony za chwilę zaczną dzwonić, a lista spraw do załatwienia już czeka gdzieś z tyłu głowy.

Stoisz przed prostym wyborem.

 

Kawa czy matcha?

 

Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się oczywista. Oba napoje zawierają kofeinę. Oba pomagają się obudzić. Oba od lat towarzyszą ludziom podczas pracy, nauki i codziennych obowiązków.

A jednak działają zupełnie inaczej.

To trochę tak, jakby dwóch ludzi zaproponowało Ci podróż do tego samego miejsca, ale każdy inną drogą.

 

Kawa przychodzi szybko.

 

Już po kilku minutach czujesz, jak organizm zaczyna przyspieszać. Myśli stają się bardziej wyraźne. Serce bije odrobinę mocniej. Pojawia się znajome uczucie gotowości do działania.

Dla wielu osób to właśnie dlatego poranek bez kawy wydaje się niepełny.

 

Ale jest też druga strona tej historii.

Znasz ten moment, kiedy po godzinie lub dwóch energia zaczyna opadać? Kiedy pojawia się chęć na kolejną filiżankę? Kiedy organizm jakby mówił: „dobrze, było miło, ale potrzebuję następnej dawki”.

Nie każdy tego doświadcza, ale wielu kawoszy zna ten rytm bardzo dobrze.

 

Matcha działa inaczej.

 

Nie wchodzi do pokoju z hukiem. Raczej otwiera drzwi i siada obok.

Pierwsze minuty bywają wręcz mylące.

Nie ma gwałtownego pobudzenia. Nie ma wrażenia, że ktoś właśnie nacisnął przycisk „turbo”.

Zamiast tego pojawia się coś subtelniejszego. Jakby umysł stopniowo robił się jaśniejszy.

Jakby ktoś delikatnie przetarł szybę, przez którą patrzysz na świat.

 

I tutaj zaczyna się najciekawsza część opowieści.

 

Matcha zawiera kofeinę, ale nie jest tylko „zieloną kawą”. W sproszkowanych liściach herbaty znajduje się również L-teanina — naturalny aminokwas obecny w herbacie, szczególnie ceniony właśnie za to, że współgra z pobudzeniem kofeinowym w zupełnie inny sposób niż to, do czego przyzwyczaiła nas kawa.

L-teanina ma niezwykłą właściwość: po wypiciu herbaty może przedostać się przez barierę krew–mózg, czyli naturalną ochronną granicę, która oddziela krwiobieg od delikatnego środowiska mózgu.

Nie wszystko potrafi ją przekroczyć. L-teanina potrafi.

Dlatego jej działanie nie kończy się wyłącznie na smaku. To nie jest tylko przyjemna roślinna nuta w czarce. To substancja, która może realnie uczestniczyć w tym, jak mózg przeżywa pobudzenie.

Badania sugerują, że L-teanina może wspierać stan spokojnej czujności. Nie senności. Nie otępienia. Raczej takiego wewnętrznego rozluźnienia, w którym myśli nie muszą się przepychać, a uwaga łatwiej osiada na jednej rzeczy.

To dlatego często mówi się, że kawa bardziej pobudza ciało, a matcha bardziej porządkuje głowę.

 

Oczywiście to uproszczenie. Ale piękne uproszczenie.


Kofeina w kawie potrafi być jak iskra. Szybka, intensywna, czasem genialna, czasem zbyt ostra. Daje impuls, ale u niektórych niesie też napięcie, gonitwę myśli, drżenie dłoni albo nagły spadek energii po czasie.

Kofeina w matchy przychodzi w towarzystwie L-teaniny. A to towarzystwo zmienia charakter całego doświadczenia. Jakby ta sama energia dostała miększe światło.

Jakby pobudzenie nie musiało już pchać Cię od tyłu, tylko mogło iść obok Ciebie.

Dlatego wiele osób opisuje matchę nie jako „kop”, ale jako jasność. Nie jako nagły skok, ale jako równą ścieżkę.

 

Nie jako pobudzenie do biegu, ale jako gotowość do obecności.

 

I może właśnie dlatego matcha była od wieków ceniona przez japońskich mnichów. Podczas długich godzin medytacji nie chodziło przecież o to, żeby zasnąć. Ale nie chodziło też o to, żeby być roztrzęsionym.

Chodziło o coś trudniejszego. Być pobudzonym i spokojnym jednocześnie.

Czujnym, ale nie spiętym. Skupionym, ale nie sztywnym.

Brzmi jak paradoks. A jednak właśnie taki stan wielu ludzi odnajduje dziś w czarce matchy.

Czy to oznacza, że matcha jest lepsza od kawy?

Nie. To oznacza jedynie, że są różne.

 

  • Kawa przypomina dynamicznego przyjaciela, który wpada do domu, klaszcze w dłonie i mówi: „No dobrze, ruszamy!”
  • Matcha bardziej przypomina przewodnika, który siada naprzeciwko i spokojnie pyta: „Na czym naprawdę chcesz się dziś skupić?”

 

Jedni potrzebują pierwszego. Inni drugiego. A niektórzy odkrywają, że jest miejsce dla obu tych światów. Poranna kawa przed treningiem. Matcha przed pracą wymagającą skupienia. Kawa podczas podróży. Matcha podczas spokojnego poranka.

 

Bo ostatecznie nie chodzi o to, który napój jest lepszy.

 

Chodzi o to, jaką energię chcesz zaprosić do swojego dnia.

 

Następnym razem, gdy będziesz trzymać w dłoniach filiżankę kawy albo czarkę matchy, zatrzymaj się na chwilę.

Zwróć uwagę nie tylko na smak.

Zwróć uwagę na swoje ciało.

Na oddech.

Na tempo myśli.

Na to, jak czujesz się godzinę później.

Czasem właśnie tam kryje się odpowiedź.

 

Powrót do blogu

Zostaw komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed ich opublikowaniem.